10 MAJ 2009r. godz. 16:00 i 19:00 - TEART MUZYCZNY w Gdyni
Spektakl "KOLACJA DLA GŁUPCA"
Kolacja Dla Głupca

Autor - Francis Veber
Reżyseria - Wojciech Adamczyk
Scenografia - Marcin Stajewski
Przekład - Barbara Grzegorzewska

Występują:
Piotr Fronczewski /Pierre Brochant/
Marzena Trybała /Christine Brochant/
Krzysztof Tyniec /Francois Pignon/
Tadeusz Borowski /Lucien Cheval/
Sylwia Zmitrowicz /Marlene/
Marek Lewandowski /Juste Leblanc/
Arkadiusz Nader /Dr Archambaud/

Oryginalny Tytuł - "Le diner de cons"

Czas Trwania Spektaklu - 2 godz.


Bilety w cenie 80 i 100 zł już w sprzedaży!!!

INFORMACJE - ZAMÓWIENIA
w godz. 8:00-22:00

BEZPŁATNY DOWÓZ BILETÓW AGENCJA BOGART
tel. 058 346-77-98


Bilety do nabycia:

Agencja BogArt:
tel. 058 346-77-98

Teatr Muzyczny Gdynia Plac Grunwaldzki:
tel. 058 661-60-00

Teatr Muzyczny Gdynia Plac Grunwaldzki:
tel. 058 621-60-24

Teatr Muzyczny Gdynia Plac Grunwaldzki:
tel. 058 621-78-16


    "Kolacja Dla Głupca" to współczesna komedia francuska, która swoją prapremierę miała w 1993 roku w paryskim Theatre de Variete i od razu okazała się artystycznym jak i frekwencyjnym sukcesem. Jej największe atuty to nakreślone wyrazistą kreską, misterna intryga i dowcipne dialogi, zza których wyłania sie nieśmiało moralny podtekst. Atutem tego utworu jest także żywa akcja napisana z błyskotliwymi dialogami i zaskakującymi pointami. Nie pozbawiona jednak refleksji i zadumy nad dzisiejszym światem. Opowieść o koleżeńskiej zabawnej grze, której skutki okazują się poważne. Sztuka w dowcipny sposób krytykuje współczesne międzyludzkie zachowania.

    Oto bohater, przekonany o swojej inteligencji, żyjący wygodnie i dostatnio, dla umilenia sobie i kolegom - wolnego czasu postanawia się zabawić kosztem kogoś, kogo uważa za głupka. Konfrontacja życiowego niedołęgi i człowieka sukcesu zawsze bywa źródłem wesołości - ludzie przecież uwielbiają śmiać sie z tych, którzy są od nich gorsi. Tę zabawę prowadzi główny bohater "Kolacji", uczestniczą w niej także jego przyjaciele. Co tydzień spotykają się w doborowym towarzystwie, aby szydzić z kolejnych głupków. Kto zaprosi głupszego, ten wygrywa. Nagle pojawia się głupiec, który...


Kilka recenzji ze spektaklu:

... "Przysięgam Państwu, że próbowałem się nie śmiać na "Kolacji dla głupca". Robiłem groźne miny, na czoło przywoływałem mars, wmawiałem towarzyszce wieczoru, że "to głupie", że nie wypada. Nie wytrzymałem. W drugim akcie tama powagi pękła i wraz z całą publicznością skręcałem się ze śmiechu."
Tomasz Mościcki - Życie

... "Drodzy Państwo, korzystajcie z okazji, by oderwać się od codziennych, banalnych trosk, kłopotów i nerwówek. Idźcie do Teatru Ateneum (na Powiślu, oczywiście) na "Kolację dla głupca" Vebera. Wprawdzie kolacji nie zjecie, ale przez dwie godziny będziecie się szczerze spontanicznie bawili. Zapomnicie o całym świecie, co czasem jest nam bardzo potrzebne. Życzę dobrej zabawy, a po wszystkim - nie gorszej kolacji."
Andrzej Hausbrandt - Powiśle

... "Dwie godziny śmiechu do łez. Francis Veber, autor sztuki, nakręcił według "Kolacji dla głupca" film, który dostał Oskara, a we Francji pobił rekordy oglądalności. W Polsce zapowiada się także teatralny rekord. Już dziś w warszawskim Teatrze Ateneum trudno zdobyć bilety."
Twój Styl

... "Dawno nie widziałem tak bezpretensjonalnej komedii. Idealna sztuka na wiosenno-letnie wieczory. (...) Terapia bezinteresownym śmiechem gwarantowana."
Tomasz Miłkowski - Trybuna

... "Zaszczyt grania w Warszawie spotkał "Kolację dla głupca" dopiero teraz, siedem lat od jej światowej prapremiery. Chwała wiec Teatrowi Ateneum, ze nam ten tekst przybliżył."
Malwina Głowacka - Teatr


"Nie ma takiego głupka, który by jeszcze głupszego nie znalazł"
Krzysztof Rozner - www.kulturalna.warszawa.pl
10-02-2009

    O ptaku-głuptaku opowiadał mi przed laty pewien bywały wilk morski (z profesji ichtiolog). Obserwowane przezeń i jego kumpli ptaki owe miały to do siebie, że przysiadały na falach, jakby bez-umyślnie prowokując co bardziej pokaźne a zgłodniałe ryby, by sobie tak łakome kąski pochłonęły. Homo sapiens - żadne to odkrycie - potrafi, wobec przedstawicieli swego gatunku, w okrucieństwie swym być bardziej (bo jedynie dla zabawy) okrutnym od zwierząt. O takiej (czy okrutnej w ocenie widza?) bezkrwawej zabawie traktuje "Kolacja dla głupca" Francisa Vebera (reżysera filmowego, scenarzysty), którą warszawskie Ateneum pokaże w lutym 2009 po raz pięćsetny.

    "Głupców nie sieją - sami się rodzą" - takim przysłowiem mógłby tłumaczyć swoje hobby, natrząsanie się (wraz z kolegami, w trakcie specjalnie organizowanych w tym celu kolacyjek) ze starannie dobieranych, nieświadomych niczego głupców, Pierre Brochant (Piotr Fronczewski), właściciel znakomicie prosperującego wydawnictwa. Brochant szykuje się właśnie do wyjścia na przyjacielską "kolację" z wyselekcjonowanym przez jednego ze znajomków głupcem (spotkanym przypadkowo w pociągu). Ale gdy schyla się w łazience po mydło, wypada mu - któryś już raz - dysk. Zgięty w pałąk cierpi, ratując się okładami z lodu. Z kolacji nici, trzeba wezwać znajomego lekarza-profesora (Sławomir Holland). Ten, nastawiwszy felerny krąg, zostawia na stoliku silne środki przeciwbólowe i wychodzi. Wychodzi także, podobno na inną proszoną kolację, żona Brochanta, Christine (Marzena Trybała). Brochand wprawdzie kolację z przyjaciółmi odwołuje, przekładając ją na termin późniejszy, nie zdążył jednak zawiadomić o tym głupkowatego głównego jej bohatera, który już wyszedł był z domu. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami "upolowany głupek" ma zjawić się - po drodze - w mieszkaniu mającego kłopoty z kręgosłupem Brochanta. Tak też się staje...

    Francois Pignon (Krzysztof Tyniec) pojawia się w luksusowym apartamencie Brochanta niczym postać z rzeczywistości odrealnionej (już od pierwszych sekund, zanim padnie z jego ust pierwsza sylaba, wydobywając z gardeł urzeczonej publiki głośne salwy śmiechu). Ten pokraczny w swej mizernej fizyczności urzędniczyna, o fizjonomii czujnego świstaka, w chwilach emocjonalnych uniesień przybierający pozy wręcz karykaturalne (fenomenalnie dobrany przez aktora repertuar - bez przerysowania - gestów i nerwowych tików) ma równie zabawną (dla "normalnych"), jak on sam, pasję konstruowania z tysięcy zapałek architektonicznych makietek znanych obiektów. I potrafi rozprawiać o tym godzinami. Jego zapalczywość w przedstawianiu swych przemyśleń, prestidigitatorska zręczność w artykułowaniu możliwych rozwiązań pojawiających się problemów (gdybyż tylko zapałczanych!) dosłownie wciska Brochanta w kanapę. Pignon, księgowy wydziału podatkowego Ministerstwa Finansów (któremu w kategoriach głupoty Brochant przyznaje w myślach tytuł niekwestionowanego "mistrza świata") przy - absolutnie bezsprzecznej - etykietce dziwaka, okazuje się być wrażliwcem, umiejącym okazać autentyczne współczucie, gotowym bezinteresownie nieść pomoc wszystkim, którzy jej potrzebują. A że pomocy potrzebuje akurat Brochant... Ciąg dalszy i wynikające z tego wszelakie implikacje łatwo sobie wyobrazić... Pignon i Brochant szamoczą się z "wariacjami" spadających jak grad, nowych, nieprzewidywalnych konsekwencji ich pozakolacyjnego spotkania, w czym partnerują im Juste Leblanc (Marek Lewandowski) - dawny partner Christine, a przyjaciel Brochanta, Marlene (udana rola Sylwii Zmitrowicz) - nimfomanka, buddystka, bohaterka przelotnego romansu Brochanta, od której uwolnić mu się niełatwo i Lucien Cheval (wyluzowany ale i podejrzliwy Tadeusz Borowski ) - kontroler podatkowy, węszący uchybienia wobec fiskusa "w każdych okolicznościach przyrody", nie odpuszczający nawet poza godzinami urzędowania.

    We współczesnej komedii Francisa Vebera rozgrywający główne partie Fronczewski i Tyniec dobrali się jak w korcu maku. To więcej niż inteligentne a wdzięczne, konsekwentne partnerowanie. Nazwałbym to raczej aktorską symbiozą na takim poziomie wspólnej zabawy rolami, że (na oglądanym przeze mnie, a wierzę, że i na innych spektaklach) obaj mogą pozwolić sobie na (celowe lub też przypadkowe) "ugotowanie" partnera. Bawiąc się sami, tym bardziej bawią obserwującą takie "momenty" publiczność. A serwowana dawka humoru osiąga wówczas siłę eksplozji.

    Fronczewski (utrzymując warsztatową maestrię) gra właściwie wyrachowaną kanalię. Jego Brochant, z początku traktujący Pignona dość obcesowo, musi, z czasem, zmierzyć się z faktami, a te nie są dlań zbyt wesołe. I wówczas widzimy, że ewoluuje - w lekceważonym dotąd głupcu zdaje się zauważać człowieka. Inna sprawa, czy jest to reakcja ledwie chwilowa...

    "W Tyńcu, w gospodzie , należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania..." - to, jak Państwo pamiętają, Sienkiewicz. Przy Tyńcu (Krzysztofie), w Ateneum, w szponach spazmatycznego śmiechu, najzdrowszego ze zdrowych (ściskającego przez bite dwa akty) siedzi po brzegi nabita widownia. Pana-Krzysztofowy Pignon to aktorski rarytasik!

    "I śmiech niekiedy może być nauką..." ten wywód polskiego biskupa do sztuki francuskiego autora (Veber wyreżyserował też m.in. filmową, przezabawną "Plotkę", której bohaterem jest także księgowy François Pignon) pasuje jak ulał. Pointą bowiem "Kolacji dla głupca" jest, że oto zapraszający na tę "wieczerzę dla jaj" ma okazję poczuć się - przez niespodziewany bieg wypadków - w roli potencjalnego zapraszanego. Chciał wykpić "głupka", tymczasem życie zakpiło z niego. Okazał się głupszy, niż sam mógłby przypuszczać. I jak tu się mieć z pyszna?! Ale dla widzów - jako że jakość przednia! - zabawa pyszna! Pięćset przedstawień. I taka gra! Nie wiem, czy aktorzy "Kolacji..." są (w schedzie po dyrektorze Holoubku) fanami kart. Ale - w takim stylu - niech dociągną (i dograją!) do... tysiąca!


Agencja Artystyczna BOGART © 2001-2009 CapricoorN

Agencja Artystyczna BOGART S.C.